Dziesięć lat czekania

Meyer powraca w pięknym stylu

Nikt nie musi wiedzieć. Hubert Meyer. Tom 4 to czwarta część cyklu o psychologu śledczym, Hubercie Meyerze, któremu znowu nie jest dane odpocząć. Autorka kazała fanom serii czekać ponad dekadę na kolejną odsłonę jego historii. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji zaznajomić się z postacią należy pospieszyć z wyjaśnieniem, że nie powinni mieć obaw, by zacząć właśnie od tego tomu. Wątki z poprzednich, jeśli się pojawiają, są umiejętnie wplecione i wytłumaczone. To dobrze, bo ilość postaci drugo- i trzecioplanowych, zwłaszcza dla osób, które dopiero zapoznają się ze stylem Katarzyny Bondy, może przyprawić o zawrót głowy.

Meyer postanawia, że wreszcie zrobi sobie wolne. Dwa tygodnie mu się należą. Wie, że za każdym razem, kiedy tylko uniwersum pod-słyszy, że ma zamiar odpocząć, dzieją się rzeczy zawodowe najwyższych lotów. Ma jednak nadzieję, że tym razem mu się uda. Zaszywa się w domu, włącza telewizor na cały regulator i ma zamiar poświęcić się bez reszty rozpracowaniu bardzo ważnej sprawy – jak wypić skrzynkę tequili w kilka dni. Oczywiście nie dane mu będzie się dowiedzieć, ponieważ kilka chwil po rozłożeniu się przed odbiornikiem do jego drzwi puka ktoś, kto potrzebuje jego pomocy.

Lewa sprawa i jeszcze dziwniejsza w zamian


Weronika Rudy, pani prokurator, ma dla Meyera ofertę nie do odrzucenia. Należy wydać nie do końca zgodny z prawdą raport, z którego by wynikało, że morderstwo gangstera Japy miało miejsce jako skutek porachunków więziennych. Należy też szybko znaleźć inną sprawę, którą miałby się zająć wrobiony w tę wcześniejszą policjant. Bohater stawia na tę w zamku Moszna, o której wiadomo tyle, że nic nie wiadomo. Stwierdza, że będzie to doskonałe miejsce, by zbadać kilka sytuacji i zakończyć z powodu braku dowodów. Nic bardziej mylnego.

Od tego momentu Meyer oczywiście wraca do pracy. Fabuła będzie się toczyć aż trzema torami, a każdy z nich będzie miał za zadanie zmylić śledczych i czytelników. Ważnym będzie, by na bieżąco rozwiązywać pomniejsze zagadki, nie tracąc z oczu celu nadrzędnego. Trup ściele się gęsto, nie zabraknie kilku powrotów i bohaterów, o których kilka tomów wcześniej słuch zaginął. Dodatkowo znajdziemy tu bardzo dużo śląskiej gwary, której będzie musiał się nauczyć bohater. Zakończenie domyka wszystkie wątki, jest nieoczywiste, a nawet utrzymane w konwencji mrocznej. Seryjność, z jaką mamy do czynienia odnośnie morderstw w Mosznej to powrót profilera policyjnego w pięknym stylu.

 

Nici z urlopu, seryjny morderca czeka

Dekada zwłoki

Katarzyna Bonda kazała czekać swoim czytelnikom aż dziesięć lat na kolejne perypetie z udziałem profilera śledczego, Huberta Meyera. Nikt nie musi wiedzieć. Hubert Meyer. Tom 4 (https://www.taniaksiazka.pl/nikt-nie-musi-wiedziec-hubert-meyer-tom-4-katarzyna-bonda-p-1521881.html) jest dobrze skrojoną intrygą, w której bohaterowie stojący po właściwej stronie prawa czasami je łamią. I znowu nie będą mieć zasłużonego urlopu.

Meyer ma serdecznie dość pracy i zamierza wreszcie odpocząć. Wie, że za każdym razem, kiedy podejmuje taką decyzję, to coś lub ktoś zaczyna mu w tym przeszkadzać. Postanawia jednak spróbować, jest zmęczony tak bardzo, że ledwo funkcjonuje. Nastawia telewizor na cały regulator, postanawia zająć się oglądaniem byle czego i rozpracowaniem skrzynki pełnej wysokoprocentowego alkoholu. Przez kilka pierwszych dni dostaje wiadomości od kobiety, której nie zna. Owszem, intryguje go to, ale nie chce dać się złapać w sidła. Jeszcze tydzień, tydzień spokoju. Nie ma takiej opcji, ktoś zaczyna dobijać się do jego drzwi. Jest to pani prokurator Rudy i kilku policjantów. Wszyscy potrzebują natychmiastowej pomocy Meyera.

Niby dobrze, ale nielegalnie

Pani prokurator nie ma czasu na wyjaśnienia. Jeden z policjantów zabił Japę, znanego w półświatku gangstera, a ona potrzebuje sprawić, by w papierach wyglądało to jak porachunki więzienne. By to zrobić Meyer musi wykombinować raport śledczy, który sprowadzi sprawę na inne tory. Wymyśla na poczekaniu sprawę zaginięcia z Mosznej. To jedyne, co przychodzi mu do głowy, przecież i tak nie ma wystarczającej liczby dowodów, by to gdziekolwiek miało prowadzić. Jak się okazuje dowie się o tym sam. Jedno morderstwo przeradza się w kilka, więc profiler musi założyć spodnie, zgasić telewizor i wytrzeźwieć. Wraz z Rudy wybierają się śladem rzekomego mordercy, który, jak na złość, nie chce zostawić nawet pół śladu.

Wysyp bohaterów, charakterystyczny dla autorki, nie jest w tym tomie aż tak rażący. Dodatkowo śledztwo toczy się po trzech torach i praktycznie idzie łeb w łeb. Na zbieranie śladów i rozwiązywanie zagadek jest przeznaczony czas dla czytelnika, nigdzie nie musi gonić. Dynamika relacji Meyer-Rudy jest skrojona bardzo dobrze. Dla fanów przygód detektywa autorka przygotowała kilka niespodzianek, chociażby w postaci bohaterów, których dawno nie było, o których praktycznie słuch zaginął. Tymczasem sprawa z zamku w Mosznej przybiera na sile i znaczeniu, ale jak wiadomo tylko Meyer może dotrzeć do jej rozwiązania. Zrobi to w charakterystyczny dla siebie, niekonwencjonalny sposób.

 

 

Koniec wakacji, wracamy do roboty

Detektyw, któremu nikt nie daje spokoju

Nikt nie musi wiedzieć. Hubert Meyer. Tom 4 od TaniaKsiazka to czwarte cześć cyklu z Hubertem Meyerem, na którego perypetie Katarzyna Bonda kazała czekać swoim fanom prawie dekadę. W tej odsłonie przyjrzymy się nie do końca legalnemu sposobowi załatwiania spraw przez polską prokuraturę i natrafimy na trop, którego się nie spodziewaliśmy. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności zapoznania się z przygodami profilera śledczego nie ma obaw, że pogubią się w wątkach, które nawiązują do jego przeszłości.

Meyer chce mieć wreszcie urlop. Zasłużył sobie. Wie, że jak tylko się zacznie, to ktoś będzie coś od niego chciał. Zaszywa się w domu, ze skrzynką alkoholu i ma zamiar gnić przed telewizorem przez dwa tygodnie. W pierwszym prawie mu się to udaje, chociaż jego uwagę odciągają tajemnicze wiadomości, które dostaje od nieznajomej mu kobiety. Powstrzymuje się jednak, by coś z tym zrobić, musi odpocząć, bo oszaleje. W kolejnym tygodniu u progu jego domostwa pojawia się prokurator Rudy, która wraz z gwardią policjantów posiada dla Meyera propozycję nie do odrzucenia. Urlop się kończy, śledztwo właśnie się zaczęło.

Tak źle, tak niedobrze

Rudy opowiada Meyerowi jak zginął gangster, Japa. Dobrze by było, gdyby cały świat nie dowiedział się o tym, że zginął z ręki policjanta, a nie innego złoczyńcy. Zadaniem detektywa jest stworzenie takiego profilu śledztwa, by zboczyło na zupełnie inny tor. Meyer wybiera sprawę z zamku w Mosznej, w której, jak mu się wydaje, nie da się znaleźć odpowiedzi na to, kto zabił. Nieoczekiwanie dostaję ją do rozwiązania, ponieważ trupów zaczyna padać więcej. Wraz z panią prokurator rozpoczynają dochodzenie, którego rozwiązania żadne z nich się nie spodziewa.

To z pewnością najtrudniejsza zagadka, jaką detektyw ma do rozwiązania w swojej karierze. Mnóstwo zmiennych, wątków pobocznych oraz przeszkód w postaci braku świadków i mylnych tropów. Kilka ślepych zaułków i świadkowie, którzy okazuje się niewiarygodni. To tez nie polepsza sytuacji. Z początku Meyer łudzi się, że szybkie rozwiązanie sprawy będzie się równało powrotowi na urlop. Niestety, osoba, którą musi znaleźć okaże się bardzo sprytna, a dla bohatera jej odnalezienie stanie się punktem honoru. Trzy, pozornie niezwiązane ze sobą wątki, zaczną się splatać w sensowną całość. Meyer wyruszy ku rozwiązaniu w swoim stylu, niekonwencjonalnie, trochę agresywnie, ale przede wszystkim z zimną, kalkulowaną chęcią dopadnięcia przestępcy.